Wybiegła. Tak po prostu wybiegła! Nie mogę uwierzyć, że zrobiła coś tak głupiego. Tylko żeby jej się nic nie stało. Nie wybaczyłabym sobie tego. Próbowałam ją zatrzymać , krzyczałam za nią. Ba! Nawet trochę biegłam. Ale ona okazała się szybsza i zgubiłam ją. Teraz siedzę w aucie i jadę do jej domu. Proszę, żeby ona tam była. Proszę! Wjechałam na podjazd. Światła się świeciły.. Wybiegłam szybko z auta. Podbiegłam pod drzwi i zaczęłam walić pięściami. Otworzył mi blondyn.
-Pali się czy co?-spytał.
-Gorzej!-krzyknęłam- J-jest Rose?
-Miała być u ciebie. Co mi wiadomo.-oznajmił zdziwiony.- Nie ma jej tu..
-O mój boże.-tylko tyle zdążyłam wypowiedzieć. Potem była tylko ciemność....
Luke POV:
Ktoś zaczął pukać, przepraszam walić w drzwi. Chłopakom nie chciało się ruszyć tyłka, Rose nie było, Zoe się kąpała. O boże... Wstałem i podszedłem do drzwi, otworzyłem i powiedziałem.
-Pali się czy co?
-Gorzej!-krzyknęła brunetka- J-jest Rose?
-Miała być u ciebie. Co mi wiadomo.- powiedziałem zgodnie z prawdą. Czemu ona w ogóle tu jest?- Nie ma jej tu..
-O mój boże..- powiedziała i przechyliła się do przodu. Szybko ją chwyciłem. Ja pierdole Ona zemdlała! Wziąłem ją delikatnie na ręce. Zaniosłem ją do salonu. Chłopcy zdziwieni się na mnie patrzyli, żaden nie ruszył tyłka żeby zwolnić choć trochę kanapę. A na podłodze jej przecież nie położę.
-Kurwa! Ruszcie dupy, trzeba ją położyć- rozkazałem. Wstali szybko. Położyłem ją.
-Co jej się stało?-spytał przejęty Calum.
-Nie wiem-przyznałem.
-Jak to kurwa nie wiesz?- zapytał Ash.
-No nie wiem-powiedziałem- Otworzyłem drzwi, spytałem się czy coś się pali że tak waliła, a ona tylko spytała się czy Rose jest w domu. Powiedziałem że nie i Ona zemdlała. Tyle.
-Jest to dziwne-oznajmiła Cal.
-I to bardzo- przyznał Clifford. Ashton przyniósł wodę. Oblałem ją delikatnie, momentalnie otworzyła oczy.
-Rose!-krzyknęła. Usiadła i zaczęła się rozglądać po salonie- Gdzie ja jestem?
-U mnie w domu-odpowiedziałem.
-Musisz pomóc Rose!-powiedziała szybko.
-Pomóc?-Spytał Ashton.- Co się stało?
- On ją porwał! Wiem to-powiedziała zmartwiona.
-Kto? Kto ją porwał?!-podniosłem głos.
-Styles-oznajmiła.
-Nie!-krzyknąłem.- Ja pierdole.
Nie..nie ...nie.... nie to nie może być prawda! Kurwa zabije go jak jej coś zrobi! zacząłem krążyć po pokoju. Jechać do ich bazy nie ma po co, bo zmienili miejscówkę i my kurwa dalej nie wiemy gdzie mają tą nową.. Ugh... Co tu robić?! Musimy ją jakoś odbić... Wiem! Zadzwonię do Niall'a! On jest po naszej stronie. Powinien mi powiedzieć gdzie ją trzymają. Wyjąłem szybko telefon. Zignorowałem przyjaciół i wyszedłem na pole. Pierwszy sygnał..... drugi...... trzeci... Jest! Odebrał!.
-Halo?
-Niall kurwa mów w tej chwili gdzie pierdolony Styles trzyma Rose- krzyknąłem wkurwiony.
-Co?-spytał zdziwiony.-To Styles w końcu ją porwał?
-Tak! I ty na pewno wiesz gdzie ją trzyma
-Nie! Nie wiem! Mnie nawet nie ma w Londynie! Jestem u mamy-zaczął się tłumaczyć.
-Jeśli kłamiesz...-przerwał mi..
-Nie nie kłamie..Serio nie wiem nic o tym-powiedział
-Ehh... No dobra. Pa-oznajmiłem. Wkurzony rzuciłem telefonem w beton. Z tego wszystkiego zapomniałem spytać o ich miejscówkę.Kurwa. Jak ja mogłem do tego dopuścić?! Mogłem jej nie wypuszczać! Zabije Styles'a! Zacząłem deptać, kopać kwiaty pod domem. Musiałem się jakoś wyżyć. Po prostu musiałem. Podbiegła do mnie Zoe. Rzuciła się na mnie i przytuliła bardzo mocno, zaczęła mi szeptać spokojnie do ucha.
-Luke, odnajdziemy ją. Zobaczysz.
-Obyś miała rację-powiedziałem już nieco spokojniej, nie chciałem jej wystraszyć swoim zachowaniem. Przytuliłem ją mocniej...
Rose POV:
Obudziłam się na brudnym materacu, w ciemnym pomieszczeniu. Prawdopodobnie była to piwnica. Chciałam się podnieś, ale moje próby przerwała fala bólu, która przeszła po moim cele. Syknęłam, najbardziej bolała mnie głowa. Moje ręce było związane, ale z przodu. Więc mogła bez problemu dotknąć tył mojej głowy. Poczułam jakąś lepką ciecz. Popatrzyłam na swoje dłonie, była na nich krew. Co się stało? Byłam u Eleanor, z tego co pamiętam. Potem zadzwonił do mnie.... Styles. O kurwa! On mnie porwał! Ale co on ode mnie chce? Jak na zawołanie otworzyły się drzwi. W progu stanął zielonooki. Uśmiechnął się do mnie zwycięsko. Prychnęłam pod nosem.
-Witaj kochanie-przywitał się.
-Nie mów tak do mnie-wysyczałam przez zęby.
-O widzę że ktoś tu ma kiepski humorek-drwił ze mnie.- Co się stało? Chłopak cię rzucił? Brat nie kocha?
-Nic z tych rzeczy! To przez ciebie-powiedziałam
-Przeze mnie? Co ja takiego zrobiłem, Kochanie?-ostatnie słowo specjalnie podkreślił. Ugh.. co za człowiek.
-Tak przez ciebie! Ty mnie napadłeś i uderzyłeś w tył głowy!-krzyknęłam na niego.
-Uspokój się.-oznajmił.- Złość piękności szkodzi. Z poza tym, zasłużyłaś sobie.
-Że co proszę?-wkurwił mnie.
- Zasłużyłaś sobie.-powtórzył- Wyraźnie ci mówiłem że masz być gotowa o 20.00 w DOMU, a nie u koleżanki. Jeszcze potem próbowałaś zwiać.
-Jesteś Psychopatą!- jego oczy stały się momentalnie całe czarne. Podszedł do mnie, chwycił za ramiona i podniósł. Twarz miałam na przeciwko jego. Dalej mnie trzymał za ramiona.
-Uważa kurwa, nie wiesz do kogo mówisz!- krzyknął prostu w moją twarz.
-Dobrze wiem do kogo mówię-mówiąc to próbowałam się wyrwać z uścisku rąk Styles'a.
-Tak? To proszę bardzo powiedz do kogo mówisz.
-Mówię hm... Do Harry'ego Pierdolonego Styles'a!-teraz to ja krzyknęłam mu w twarz.
-Pożałujesz tego co powiedziałaś- powiedział uniósł rękę na wysokość mojej twarzy, zamachnął się i tak po prostu mnie uderzył! Nawet się nie zawahał.
Dostałam prostu w nos i policzek. Strasznie zapiekło i puściła się krew.
- Jesteś potworem-splunęłam krwią. Zaśmiał się.
-Masz rację jestem potworem-obrócił się i wyszedł z piwnicy zamykając za sobą drzwi. Czemu on taki jest? Na początku nie wydawał się taki.. Nie pomyślałabym że może uderzyć kobietę.Wyzywałam go co przyznaje. Ale do cholery! Nie miał prawa mnie uderzyć.
Minął tydzień, albo parę dni. Nie wiem, na prawdę nie wiem. Można powiedzieć że straciła poczucie czasu. Dni wydawały się takie same, budziłam się, ktoś tu zawszę był. Albo Styles, a jak go nie było to najczęściej posyłał tu Niall'a lub Louisa. Polubiłam Niall, zawsze jak tu był rozmawiał ze mną jak z człowiekiem. A za to Louis za każde odpyskowanie dawał mi w twarzy. Możecie sobie wyobrazić jak teraz wyglądałam. Byłam prawię wszędzie posiniaczona. Szuka mnie ktoś w ogóle?
------------------------------------------------------------------------------------------------
Siemka :* Jak tam u was?
Niedługo Wakacje! Ciesze się strasznie! :)
Nie mogę się doczekać zakończenia szkoły.
Mam nadzieje że rozdział się podobał :)
Przepraszam za błędy! hahaha Dobra to na tyle Papa :*
Do zobaczenia :D
~Justyna

OMG!!! Harry nie wierze... Lubię twojego bloga :) xD
OdpowiedzUsuń