sobota, 5 lipca 2014

Rozdział 17

Wbiegłam szybko do swojego pokoju. Drzwi na wszelki wypadek zamknęłam na klucz. Jestem zła na siebie, że znowu go pocałowałam...To nie miało być tak. Ale mi się podobało.  Spojrzałam na elektroniczny budzik. Była 00.25.. Ale co innego przykuło moją uwagę. Dzisiaj jest 17 sierpień.  Jeszcze dwa tygodnie i szkoła... Całe wakacje zepsute. A to przez jednego kutasa... Ugh...
Postanowiłam o tym nie myśleć. Zdjęłam ciuchy i włożyłam pidżamę. Położyłam się na łóżku i zasnęłam...

Szłam ścieżką przez las. Już tu byłam... Ale nie pamiętam kiedy... Wyszłam na pękną polanę... 
Pod drzewem była ławka. Podeszłam do tej ławki i na niej usiadłam..Siedziałam tak i patrzyłam się przed siebie. Po co tu jestem? Czemu tu jestem? Gdzie w ogóle jestem? To sen czy realne życie? Nie potrafiłam odpowiedzieć teraz na te pytania. 

-Rosie!-ktoś krzyczał moje imię. Chciałam wstać, ale jakaś siła nie pozwoliła mi stanąć na nogi.. -Rose! Gdzie jesteś?
Głos był coraz bliżej. 
-Tutaj-wyszeptałam. Bo nie miałam odwagi krzyknąć.. Nagle poczułam, dłonie na oczach. Przez to nic nie widziałam...
-Zgadnij kto to?-powiedział tuż za moim uchem. Zdjęłam jego dłonie z moich oczu i się odwróciłam.
-Luke!-pisnęłam. Usiadł koło mnie a ja go przytuliłam..- Co ty tu robisz?
-Sam nie wiem.... Poszedłem spać i nagle znalazłem się w tym lesie. I jakaś dziwna siła wewnątrz mojej głowy kazała mi cię wołać-powiedział.
-Czyli to sen-skomentowałam.
-Tak, raczej tak..-westchnął-  Śnisz mi się, pierwszy raz od twojego porwania...
- Ty mi też-przyznałam..
-Nie wiem, co tu robimy.-zaczął- Ale los chciał, żebyśmy się spotkali. W ogóle nie wiem jak to jest możliwe. 
-To trochę przerażające-oznajmiłam.
-Taa-zaczął przygryzać wargę- Rose?
-Tak?
-Powiedz mi dobrze cię traktują?-spytał.
-Umm...-nie chciałam mu tego mówić.
-Dobra to jest teraz nieważne-powiedział poważnie- Powiedz mi proszę, gdzie On cię wywiózł!
-L...-zanim zaczęłam przerwał mi ochrypły niski głos.
-Nie! Rose nie możesz powiedzieć-ten ktoś stał za nami. Wiem kto to....
-Styles-splunął Luke..- Co ty tu do chuja robisz?!
-Powstrzymuje twoją siostrę od popełnienia wielkiego błędu-uśmiechnął się krzywo- Ona musi zostać zemną. Wiesz o tym...
-Nic nie wiem! Kto powiedział ci takie rzeczy?!-blondyn zaczął się drzeć
-Rosie-Hazz zaczął spokojnie- Chodź zemną skarbie.. Nic ci nie zrobię
Zaczęłam iść w jego stronę jak zahipnotyzowana.. 
-Nie!-niebieskooki chwycił mój nadgarstek. Zaczęłam się wyrywać. Puścił mnie.. Stanęłam na środku i zaczęłam się patrzeć, raz na jednego a później na drugiego..
-Musisz wybrać kochanie-Styles się uśmiechnął. Wybrałam.....

Moją twarz obtuliły promienie słoneczne. Zapomniałam wczoraj zasłonić rolet... Teraz cierp.. Rozciągnęłam się i wstałam.. O boże co za dziwny sen. wydawał się taki realistyczny. Nie chce wiedzieć jak się zakończył. Przynajmniej nie teraz ani nie w najbliższym czasie. Ten las ze snu, już go kiedyś widziałam. Śnił mi się... Tylko teraz nie było stawu z mostem, zamiast tego była ławeczka... Dobra przestań o tym myśleć.. Podeszłam do okna. Słonko grzało... No a jakby inaczej, przecież to jest Los Angeles. Podeszłam do szafy i wygrzebałam z niej  http://www.polyvore.com/cgi/set?id=127307022&.locale=pl. Wyjełam jeszcze czystą bieliznę i weszłam do łazienki. Rozebrałam się i nalałam wody do wanny. Weszłam do niej.
To było takie odprężając.. Chwyciłam żel pod prysznic o zapachu czereśni i zaczęłam się nim myć.
Gdy już się dokładnie umyłam, wyszłam z wanny i się powycierałam puchatym ręcznikiem. Nałożyłam bieliznę i przygotowane ubrania. Włosy rozczesałam i związałam w luźną kitkę. Umyłam jeszcze szybko zęby i zeszłam na dół. Ciekawe co z ramieniem Hazzy. Weszłam do kuchni, tam siedział blondasek.
-Hej Niall-przywitałam się. Popatrzył na mnie i się uśmiechnął. To był wymuszony uśmiech, to było widać. Co się z nim dzieję? Wydawało mi się, że on nic do mnie niema..
-Cześć-mruknął. Usiadłam koło niego.
-Niall, czy coś się stało?-spytała z troską w głosie.
-Nic się nie stało- oznajmił.
-Na pewno?-nie dawałam za wygraną. Musze wiedzieć. Zawsze byłam ciekawska. Ale teraz nie tylko ciekawość mną kieruje, ale również troska o niego.
-Nie się nie stało-powtórzył.
-Horan przecież widzę! Masz mi w tej chwili powiedzieć!-podniosłam głos.
-Nikt mi nie będzie rozkazywał! A już w szczególności Ty!-również podniósł głos i  tak po prostu wyszedł z kuchni. Westchnęłam zirytowana.
-Nie przejmuj się nim kochaniutka- powiedział jakiś piskliwy głosik. Odwróciłam się w stronę tego okropnego dźwięku. Boże jak można mieć taki głos?! Przede mną stała blondynka,  typowy plastik. To już wiem czemu miała taki głos.
-Przepraszam bardzo znamy się?-spytałam. Ciekawe co ta blondi tu robi.
-Oj wybacz. Jestem Cara-powiedziała i się uśmiechnęła.
-Rose-powiedziałam obojętnie.
Do kuchni wszedł Styles  nie zauważył Cary i podszedł do mnie chwycił mnie za biodra i powiedział.
-Chętnie bym to powtórzył
-Harry!- i znowu ten piskliwy głos. Mięśnie loczka napięły się, odwrócił się powoli i spojrzał na blondynkę.
-Cara- nie krył zdziwienia jej wizytą- Umm... mogę wiedzieć co ty tu robisz?
-Przyleciałam prosto z Anglii tutaj, żeby ciebie zobaczyć-zaczęła - Stęskniłam się..
Podeszła do niego i wpiła się w jego usta. Coś  w klatce piersiowej mnie ukuło. A nie zdawało mi się. Wyszłam szybko z tamtego miejsca. Przez to wszystko wpadłam niechcący na Louisa. Spojrzał na mnie zły.
-Ja przepraszam.... nie zauważyłam cię-zaczęłam się tłumaczyć. -Proszę nie bij mnie...
To ostatnie dodałam szeptem.
-Powtórz to ostatnie-zażądał.
-Nie bij mnie. Proszę, to było niechcący-powtórzyłam i dodałam jeszcze coś...
-Ej mała nie mam zamiaru cię bić-powiedział spokojnym głosem- To co było parę tygodni temu.... za to bardzo przepraszam. Miałem problemy i nie radziłem sobie z nimi. I całą złość wyładowałem na tobie...zamiast na worku treningowym.
-Nie musisz się tłumaczyć- oznajmiłam.
-Więc wybaczysz mi?-spytał z nadzieją w głosie.
-Tak, człowiek zawsze zasługuje na drugą szansę-powiedziałam z uśmiechem.
-Dziękuję-przytulił mnie. Odstawił mnie na ziemię i zaczął iść w stronę kuchni.
-Louis!
-Tak?-spytał.
-Radze ci tam nie iść-szepnęłam.
-A to niby dlaczego?-zapytał rozbawiony.
-Pustak na horyzoncie
- O nie tylko nie Cara-jęknął. O ktoś tu jej nie lubi- Co ona tu do cholery robi?
Wzruszyłam ramionami i skierowałam się na pole..

Harry POV:
Kurwa mać! Co ona tu robi? W ogóle kto powiedział tej debilce gdzie my się znajdujemy? Mam pewne podejrzenia.
Blondynka ciągle mnie całowała. Odsunąłem ją delikatnie od siebie.
-Nie  możesz tu zostać-powiedziałem poważnie.
-A  to niby czemu?-spytała zdziwiona.
-Bo nie-warknąłem.
- Wolisz ją prawda? Dobra jest?-zaczęła- Nie możesz mnie zostawić...  Przecież jesteśmy razem...
-Nie byliśmy i nigdy nie będziemy razem- zaśmiałem się drwiąco.
-Ale te wszystkie spólne noce...
-To był tylko sex . Nic więcej-powiedziałem.
-Nienawidzę cię- zaczęła krzyczeć i uderzyła mnie w policzek. Wkurwiłem się. Żadna dziewczyna nie będzie mnie bić. Zamachnąłem się i oddałem jej dwa razy mocniej, nawet pomimo rany na moim ramieniu. Chwyciła się za bolące miejsce i powiedział- Pożałujesz tego Styles! Pożałujesz! I ta twoja dziwka też! Zemszczę się!
-To nie jest dziwką w porównaniu do cienie- zaśmiał się Lou. Blondynka nie wytrzymała i wyszła z kuchni. Mam nadzieje, że z domu również. Podszedłem do Tomlinson'a i przybiłem z nim piątkę.- Tak to się robi stary...

Ashton POV:
Właśnie jestem w domu Gemmy. Strasznie tu ładnie i przytulnie. Oczywiście nie zabrakło "goryli" strasznie jest tu ich pełno. To wkurzające i to bardzo. Styles właśnie weszła do salonu i usiała koło mnie.
-Ashton zbyt dużo o tobie nie wiem...-zaczęła.
- Mam na imię Ashton Fletcher Irwin. Urodziłem się 07.07.1994 w Australii.-powiedziałem.- Lubię grac czasami na perkusji i takie tam...
-Pochodzisz z Australii?-spytała
-Tak-odpowiedziałem.
- To co robisz w Anglii??
-Gdy miałem 5 lat rodzice się tu przenieśli-wzruszyłem ramionami.- Masz rodzeństwo?
-Umm. Tak-powiedziała dumnie- Mam brata Harry'ego. Ma własną firmę.
-To fanie- gdyby tylko wiedziała co tak naprawdę robi jej brat.- Mieszka z tobą?
-Nie...-powiedziała.
-To w takim razie gdzie?- na pewno nie powie jego prawdziwej lokalizacji.
-Umm....w ..... a.. w Londynie.- nie wiedziała co powiedzieć. To znak, że wie gdzie jest Styles. Musze jeszcze bardziej zdobyć jej zaufanie..
-yhym- tylko tyle powiedziałem...
-------------------------------------------------------------------------------------------
Rozdział nie wyszedł mi tak jak chciałam ;/ kurde...
Pojawiła się Cara, Harry nie przyjemnie ja potraktował. Jak myślicie Cara jest zagrożeniem dla Styles'a?
Komentujcie! :)
(przepraszam za błędy!)
~Justyna 

2 komentarze :

  1. Omg cudowny <3
    Wgl dzisiaj sb pomyślałam " ciekawe kiedy będzie nowy rozdział" i nagle wchodzę patrzę i jest <3 Nie no mam nadzieję że Rosie i Harry zbliżą się do siebie i wgl <3 Nie no rozdział cudowny <3 i Jeszcze ta Cara :O Nie no nie mg się doczekać następnego rozdziału Xx
    ~@Princettta

    OdpowiedzUsuń
  2. Cara to zawsze ta zła w ff XDD
    wydaje mi się ze może namieszać, ale zobaczymy :>

    OdpowiedzUsuń

Szablon by xashewx